niedziela, 19 czerwca 2016

Hello i paczka z Japonii :)

 Hello! 

Dzisiaj troszkę mało kreatywny post, ale za to jaki globtroterowy :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Otóż od dosyć długiego czasu interesuję się Japonią i praktycznie wszystkim co z nią związane. Azjatycką kulturą, językiem, muzyką, historią, pielęgnacją - nawet zdałam na certyfikat N5 z języka japońskiego (małe osiągnięcie, ale dla mnie to taki tyci tyci sukcesik :D). Moja koleżanka niedawno wróciła z Kraju Wschodzącego Jena i niczym czerwcowy Mikołaj na desce surfingowej zamiast sań przywiozła mi woreczek z wieloma kochanymi różnościami.
Zapraszam do oglądania ! :)

W paczuszczce znalazły się między innymi skarpetki z Rilakkumą(, ale - o zgrozo- o rozmiarze 36 ;-; Moja noga płacze nad swym losem, gdyż na mnie pasują tylko 39), ręczniczek do twarzy z tym samym miśkiem, bibułki matujące, błyszczyk, omamori(wyjaśnię niżej), zeszyt do kanji(japońskie "krzaczki" ;) )


Na zdjęciu powyżej przedstawiam Państwu przeukochany błyszczyk do ust o cudownym, waniliowym zapachu ! Japońska pomysłowość nie zna granic, więc po wykorzystaniu całego balsamu odczepiamy główkę miśka od sztyftu i otrzymujemy gumkę do ścierania. Uwielbiam ten praktyczny sposób myślenia naszych Azjatyckich przyjaciół :3
Dalej widoczne są bibułki matujące z moją ulubioną maskotką firmy Sanrio - Hello Kitty. Słodszego opakowania nigdy nie widziałam ^^
Następnie kosmetyczka, bardzo praktyczna, a jaka cukrowa... :)

Omamori, czyli japońskie talizmany. Są to specjalne saszetki, wcześniej sporządzone przez mnichów, kapłanów, etc. świątyń shinto, gdzie również są do nabycia. Nie dostaniemy ich w byle kiosku ;) Zazwyczaj składają się z woreczka i malutkiego dzwonka. Ten talizman pochodzi z Kasuga Taisha w Narze, służy on zdrowiu(, którego często notabene mi brakuje =.=''). Aby działał należy go nosić cały czas przy sobie, dlatego przywiesiłam go do swojej praktycznie nieodłącznej militarnej torby :D

Kolejne omamori, tym razem mniejsze. Zostało ono zakupione w Kyomizuderze w Kyoto. Ma ono na celu pomóc właścicielowi spełnić marzenia. Również składa się z malutkiego woreczka oraz dzwoneczka.


Od góry - naklejki. Naklejek w Japonii sprzedają MASĘ. Japończycy kochają przyozdabiać swoje zeszyty, skorowidze, tablety, laptopy, listy, etc. etc. naklejkami. Można dostać je w wielu miejscach, a od wyboru do koloru. Wypukłe, wklęsłe, z motywem sakury, myszki Miki, lisa, duszków, czy nawet żyrafy. Ja poprosiłam Natalię, aby wybrała mi jakieś i otrzymałam naklejeczki w kształcie geiko, sówek, sakury oraz ayakashi(japońskie straszydła). Żeby nie było - połowa z nich już gości na klapce od mojego lapka :p
Dalej - ręczniczek do twarzy. Dziwny to zwyczaj, ale w Japonii taki ręczniczek to podstawa. Niekoniecznie do facjaty, ale np. do rąk, czy po prostu do noszenia przy sobie (bo nigdy nie wiadomo na co taka ściereczka może się przydać :P). Już raz dostałam taki z Korilakkumą, a teraz z jego brązowym odpowiednikiem.
Zeszyt do kanji z Hello Kitty. Nie sposób opisać jak bardzo zakochałam się w tym malutkim stworzonku z piekła rodem, a jeszcze świadomość, że od tej pory będę pisać w nim swoje prace domowe z japońskiego czyni to zadanie dwa razy przyjemniejszym :D
Z rzeczy, których nie sfotografowałam(lenistwo, heh) znajdował się jeszcze breloczek z Rilakkumą oraz maska na twarz z Etude House(kocham tą firmę, maskę już wykorzystałam i uczyniła cuda na mojej przesuszonej cerze).

A czy Wy dostajecie prezenty od znajomych zza granicy? Jeśli tak to byłabym wdzięczna za podzielenie się chociaż jednym zdjątkiem ! Uwielbiam patrzeć na cuda, których nie można dostać w Polsce, a nawet w Europie. Mam nadzieję, że post Wam się podobał, a następnym razem postaram się wrzucić jakieś DIY, bo ciut odbiegłam od tematyki bloga :P
Miłego !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz